Skip to content

Zaburzenia odżywiania: Zrozumieć ból ukryty za jedzeniem

Wprowadzenie dla osób szukających odpowiedzi i drogi wyjścia

Psycholog · Psychoterapeuta Psychodynamiczny · Specjalista MBT · Seksuolog Kliniczny


Pracuję z ludźmi, którzy cierpią z powodu zaburzeń odżywiania od blisko 15 lat. I za każdym razem, gdy ktoś przekracza próg mojego gabinetu, przychodzi podobnie prezentując swój problem: „przesadzam”, „to pewnie tylko faza”, „inni mają gorzej”. Bywa, że o problemach z odżywianiem pacjenci wspominają po wielu miesiącach terapii skoncentrowanej wokół innych problemów w ich życiu. Tym wstępem do artykułu chcę powiedzieć jasno: jeśli Twoja relacja z jedzeniem sprawia Ci ból, męczy Cię, zajmuje Twój umysł przez większą część dnia lub sprawia, że wstydzisz się siebie — to jest wystarczający powód, by sięgnąć po pomoc. Nie potrzebujesz bardziej dramatycznej historii. Ból nie musi być widoczny z zewnątrz.

Ten artykuł napisałam dla osób, które poszukują odpowiedzi na takie pytania jak:

„Dlaczego głodzę się, a potem najadam do granic możliwości? Czy to zaburzenie odżywiania?”

„Przez cały dzień myślę tylko o jedzeniu. Co jest ze mną nie tak?”

„Po każdym posiłku wymiotuję. Czy można to wyleczyć?”

„Jem, gdy czuję się samotna lub smutna, i nienawidzę siebie za to. Czy to coś poważnego?”

„Moje dziecko prawie niczego nie chce jeść. Czy to ARFID?”

Jeśli któreś z tych pytań jest Twoim pytaniem — dobrze, że szukasz odpowiedzi. Ten tekst jest dla Ciebie. Jest pierwszym z serii artykułów, które będą szczegółowo omawiać poszczególne najczęściej spotykane zaburzenia: anoreksję, bulimię, kompulsywne objadanie się, ortoreksję. Tutaj chcę jednak zacząć od początku: od tego, czym zaburzenia odżywiania naprawdę są, skąd się biorą i dlaczego psychoterapia — zwłaszcza ta oparta na rozumieniu rozumieniu nieświadomych motywów oraz wspieraniu mentalizacji — potrafi pomóc.

 


Czym są zaburzenia odżywiania — i czym nie są

Pierwsze, co chcę wyjaśnić: zaburzenie odżywiania to nie słabość charakteru, nie kaprys, nie „przesada”. To poważne zaburzenie psychiczne, które według DSM-5 (American Psychiatric Association, 2013) charakteryzuje się trwałymi zaburzeniami zachowań związanych z jedzeniem, znacząco upośledzającymi zdrowie fizyczne lub funkcjonowanie psychologiczne. Co ważne: zaburzenia odżywiania należą do najniebezpieczniejszych zaburzeń psychiatrycznych pod względem śmiertelności (Arcelus i in., 2011). Ale niebezpieczeństwo nie dotyczy tylko ciała. Dotyczy także umysłu, tożsamości i wszystkich relacji, które są znaczące w życiu człowieka.

Jakie zaburzenia odżywiania występują najczęściej? Pokrótce, bo każde z nich zasługuje na osobny artykuł:

Jadłowstręt psychiczny (Anorexia Nervosa) to skrajne ograniczanie jedzenia napędzane głębokim lękiem przed przybraniem na wadze i zniekształconym obrazem własnego ciała. Osoba może być niebezpiecznie wychudzona i nadal widzieć w lustrze kogoś „za grubego”.

Bulimia psychiczna (Bulimia Nervosa) to powtarzające się cykle niekontrolowanego objadania się i zachowań kompensacyjnych — wymiotowania, przeczyszczania się, głodzenia lub nadmiernego ćwiczenia. Cykl napędza wstyd, a wstyd napędza cykl.

Zaburzenie napadowego objadania się (Binge Eating Disorder) to epizody pochłaniania dużych ilości jedzenia z poczuciem całkowitej utraty kontroli, bez kompensacji — po których następuje fala wstydu i obrzydzenia do samego siebie.

ARFID (Avoidant/Restrictive Food Intake Disorder) to skrajna wybiórczość lub unikanie jedzenia, wynikające nie z lęku o wagę, lecz z nadwrażliwości sensorycznej, lęku przed zakrztuszeniem lub braku zainteresowania jedzeniem. Często dotyka dzieci, ale nie tylko.

Ortoreksja psychiczna to obsesja na punkcie „zdrowego” jedzenia, która stopniowo pochłania życie: relacje, spontaniczność, radość. Nie ma jeszcze własnej kategorii diagnostycznej w DSM-5, ale w pracy klinicznej jest zjawiskiem realnym i coraz powszechniejszym.

OSFED — inne określone zaburzenia odżywiania — to szeroka kategoria dla osób, które cierpią, ale nie „wpisują się” dokładnie w żadne z powyższych. Zalicza się tu między innymi atypową anoreksję, zaburzenie przeczyszczające czy zespół nocnego jedzenia.

Chcę tu powiedzieć coś ważnego: nie musisz mieć formalnej diagnozy, żeby zasługiwać na pomoc. Jeśli Twoja relacja z jedzeniem powoduje cierpienie — to wystarczy.

 


Skąd to się bierze? Zaburzenie jako język niezaspokojonej potrzeby

To pytanie słyszę w gabinecie bardzo często: „Dlaczego ja? Nie miałam traumatycznego dzieciństwa. Mam dobre życie. Dlaczego tak funkcjonuję?”

Odpowiedź nigdy nie jest prosta, bo zaburzenia odżywiania nie mają jednej przyczyny. Genetyka ma znaczenie — badania bliźniąt wskazują, że dziedziczność jadłowstrętu sięga 50–80 procent (Bulik i in., 2006). Neurobiologia ma znaczenie — zaburzenia w układach serotoniny, dopaminy i układu nagrody występują u wielu osób chorujących (Kaye i in., 2009). Kultura ma znaczenie — media społecznościowe i algorytmy nieustannie wzmacniają przekaz, że wartość człowieka mierzy się rozmiarem jego ciała (Harriger i in., 2022).

Ale po wielu latach pracy klinicznej powiem wprost: tym, co najgłębiej rozumiem i co widzę w pracy z każdą kolejną osobą, jest to, że zaburzenie odżywiania rzadko dotyczy jedzenia. Jest ono językiem — czasem jedynym dostępnym językiem — którym komunikowany jest niepomieszczony ból, nienazwana samotność, przerażające poczucie utraty kontroli nad własnym życiem czy brak odrębności.

Zaburzenie odżywiania to rzadko problem z jedzeniem. To najczęściej problem z byciem sobą, ze sobą i z innymi.

Kiedy ciało staje się miejscem, w którym żyje to, co nie ma słów

Z perspektywy psychodynamicznej rozumiemy zachowania związane z jedzeniem jako próbę regulowania wewnętrznych stanów, które wydają się nie do zniesienia. Głodzenie się daje poczucie kontroli i granic, gdy wszystko inne wydaje się chaotyczne. Napadowe jedzenie ucisza samotność, pustkę lub wstręt do siebie na te kilkadziesiąt minut. Wymioty przynoszą ulgę lub symboliczne oczyszczenie — od wstydu, od gniewu, od czegoś, co trudno nawet nazwać – zmentalizować.

Ciało staje się komunikatorem. Kiedy nie ma słów — bo nikt nas nie nauczył nazywać tego, co czujemy, albo bo kiedyś to się nie opłacało — wewnętrzny świat wyraża się przez ciało. I to nie jest metafora. To jest dosłownie to, co widzę w gabinecie: ludzie, którzy przez lata nie mieli żadnego innego sposobu mówienia o swoim bólu.

Rola wczesnych relacji — teoria przywiązania i to, czego się uczymy

John Bowlby (1969) pokazał nam coś, co dziś stanowi fundament rozumienia wielu zaburzeń psychicznych: nasze najwcześniejsze relacje z opiekunami dosłownie kształtują to, jak później regulujemy emocje, jak postrzegamy siebie i innych, jak reagujemy na zagrożenie i bliskość. Jeśli w tych wczesnych relacjach doświadczyłeś lub doświadczyłaś zaniedbania, nieprzewidywalności, krytyki lub traumy — dziecko, którym byłeś lub byłaś, nauczyło się czegoś bardzo ważnego: że własny świat emocjonalny jest niebezpieczny, że nie można mu ufać, że lepiej go nie czuć.

To jest jeden z najgłębszych korzeni zaburzeń odżywiania. Nie chodzi o to, że ktoś „zrobił coś złego”. Chodzi o to, że pewne emocjonalne zdolności — nazywanie uczuć, tolerowanie niepewności, przyjmowanie pocieszenia od innych — nie miały jak się rozwinąć. I później ciało przejęło tę pracę.

Kultura, która ułatwia rozwój zaburzenia

Żyjemy w kulturze, która utożsamia szczupłość z dyscypliną i wartością, a grubość z lenistwem i słabością. Algorytmy serwują nam „inspirację” ciałem i dietami. Dla osób z wrodzoną lub nabytą podatnością psychologiczną ten kulturowy szum nie jest neutralnym tłem — jest aktywnym czynnikiem ryzyka. Dostarcza gotowego języka: „Jestem zła, bo jestem gruba. Jestem dobra, kiedy jem mało. Kontrolowanie ciała to jedyny sposób kontrolowania swojej wartości.”

 


Mentalizacja: klucz do rozumienia i leczenia

Chcę teraz omówić pojęcie, które uważam za jedno z najważniejszych w współczesnej psychoterapii — i za serce mojej pracy klinicznej z osobami zmagającymi się z zaburzeniami odżywiania.

Peter Fonagy i Anthony Bateman (Bateman i Fonagy, 2004, 2016) rozwinęli teorię mentalizacji i oparli na niej metodę terapeutyczną znaną jako Terapia Oparta na Mentalizacji (MBT). Mentalizacja to zdolność rozumienia własnego i cudzego zachowania w kategoriach stanów psychicznych: myśli, uczuć, intencji, pragnień. To umiejętność „trzymania umysłu w umyśle” — swojego i innych ludzi.

Brzmi to może abstrakcyjnie, więc zaraz podam przykłady. Najpierw jednak jedno zdanie, które definiuje sedno sprawy: kiedy mentalizacja zawodzi, uczucia nie szukają słów. Szukają działania. I działaniem może być jedzenie. Albo głodzenie się. Albo wymioty.

Jak wygląda zaburzona mentalizacja w codziennym życiu

Kiedy słucham moich pacjentów, słyszę takie zdania:

„Moja przyjaciółka nie odezwała się cały dzień. Na pewno mnie nienawidzi. Myśli, że jestem za gruba i się mnie wstydzi.”

„Zjadłam za dużo. Jestem obrzydliwa. Nie zasługuję na nic dobrego.”

„Jeśli nie zjem nic do obiadu, czuję się czysta. Jeśli zjem — czuję się jak śmieć.”

Co wspólnego mają te myśli? Brak ciekawości wobec własnego stanu wewnętrznego. Natychmiastowe, pewne interpretacje. Ciało rozstrzyga: zjadłam — więc jestem zła. Nie zjadłam — więc jestem dobra. Nie ma miejsca na „może”, na „zastanawiam się”, na „co właściwie czuję”.

To jest właśnie słaba mentalizacja: stan, w którym trudno jest zająć ciekawą, otwartą postawę wobec własnych emocji, który sprawia, że doświadczenia — zwłaszcza trudne — przenoszą się wprost na ciało, zamiast być przeżyte, nazwane i zrozumiane.

Skąd bierze się trudność z mentalizacją

Fonagy i współpracownicy wykazali, że zdolność do mentalizacji — zwana funkcją refleksyjną — rozwija się w bezpiecznych relacjach przywiązania (Fonagy i in., 1991). Kiedy opiekun widzi dziecko jako istotę mającą własny wewnętrzny świat, nazywa jego uczucia, reaguje na nie z empatyczną uwagą — dziecko internalizuje tę zdolność. Uczy się: moje uczucia mogą być znane, mogą być zniesione, mogą być podzielone z inną osobą.

Kiedy tego brakuje — kiedy opiekun jest przerażający, emocjonalnie nieobecny, nieprzewidywalny, albo sam zmaga się z regulacją emocji — dziecko uczy się czegoś innego: że lepiej jest nie czuć. Że uczucia to niebezpieczeństwo. że ciało jest bezpieczniejszym miejscem na umieszczenie tego, co się dzieje w środku.

Badania konsekwentnie potwierdzają zaburzoną mentalizację u osób z zaburzeniami odżywiania (Robinson i in., 2019; Skårderud, 2007). Aleksytymia — trudność w rozpoznawaniu i nazywaniu własnych uczuć — występuje u nich zdecydowanie częściej niż w ogólnej populacji.

Zaburzenie odżywiania jako „konkretna metafora”

Finn Skårderud, norweski psychiatra i badacz, którego pracę bardzo cenię, napisał, że zaburzenia odżywiania funkcjonują jako „konkretna metafora” (Skårderud, 2007; Skårderud i Fonagy, 2012): sposób radzenia sobie z tym, co nie może być wyrażone w słowach ani myślach. Ciało staje się tekstem, który opowiada historię umysłu.

Kiedy nie można znieść uczucia pustki, ciało się napełnia. Kiedy wstyd wydaje się nie do zniesienia, ciało jest karane przez głodzenie. Kiedy gniew lub żal nie mają słów — wymioty odgrywają dramat. To nie jest świadoma decyzja. To język ciała, który zastępuje język umysłu.

To odkrycie, choć bolesne, jest również źródłem nadziei: jeśli zaburzenie jest językiem, to można nauczyć się innego języka. Właśnie na tym polega terapia.

 


Pytania, które słyszę najczęściej

„Nie zostałem lub zostałam zdiagnozowany lub zdiagnozowana. Czy to już zaburzenie?”

Diagnoza to narzędzie — nie przepustka do pomocy. Wiele osób przeżywa realne cierpienie związane z jedzeniem i ciałem, nie spełniając żadnych formalnych kryteriów. Jeśli Twoja relacja z jedzeniem niszczy Cię od środka, przeszkadza w życiu i relacjach, sprawia, że wstydzisz się siebie — to wystarczający powód, by sięgnąć po profesjonalną pomoc. Zawsze.

„Nie jestem wystarczająco szczupły lub szczupła. Nie wiem, czy mam prawo do diagnozy.”

To jedno z najczęściej powtarzających się przekonań, które zatrzymuje ludzi przed szukaniem pomocy. A jest nieprawdziwe. Waga ciała nie jest miarką cierpienia psychicznego. DSM-5 uwzględnia atypową anoreksję w ramach OSFED właśnie po to, by uznać osoby, które przejawiają pełny kliniczny obraz anoreksji — lęk, restrykcje, zaburzony obraz ciała — bez niskiej masy ciała. Cierpienie jest realne niezależnie od liczby na wadze.

„Mogę to kontrolować przez większość czasu. Czy to naprawdę problem?”

Kontrola jest często jednym z głównych objawów zabu