Skip to content

Zdrada nie musi oznaczać końca – dlaczego kryzys w związku może być początkiem głębszej relacji

W poprzednich artykułach pisałam o tym, że bliskość potrafi boleć – że wzorce regulacji emocji, których nauczyliśmy się dawno przed tym związkiem, niszczą relację od środka. Pisałam też o tym, że zdrada jest najczęściej objawem, nie przyczyną – i że rozumienie tego objawu jest jedyną drogą do realnej zmiany. Ten artykuł idzie o krok dalej: odpowiada na pytanie, które rzadko pada wprost. Czy to, że zdradziłem lub zdradziłam, musi oznaczać koniec?

Anna Báthory | psycholog kliniczny, psychoterapeutka psychodynamiczna, seksuolog kliniczny | annabathory.pl


Pewna znajoma para powiedziała mi kilka miesięcy po odkryciu zdrady: „Nigdy wcześniej tak naprawdę ze sobą nie rozmawialiśmy.” Nie mówili tego z ulgą ani z triumfem. Mówili to z niedowierzaniem,  że coś tak niszczącego zdołało otworzyć przestrzeń, której przez lata nie było. Zdarza się to częściej, niż można by myśleć. Nie zawsze. Ale wystarczająco często, żeby o tym pisać.

Piszę ten artykuł starając się przybliżyć doświadczenie psychologiczne osoby, która zdradziła. Osoba zdradzona dostaje dużo słów – współczucie, potwierdzenie, walidację bólu. Zdradzający dostaje wyrok. I bardzo rzadko cokolwiek, poza tym. A bez zrozumienia, co się naprawdę wydarzyło, historia się powtórzy – w tej relacji albo w kolejnej.

Zdrada nie musi oznaczać końca – i nie jest to zdanie na pocieszenie

Większość osób, które zdradziły i wciąż są w związku, nie podjęła żadnej świadomej decyzji o odbudowie. Zostały, bo nie wiedziały, co innego zrobić. To jest jeden wariant. Drugi wygląda z zewnątrz tak samo – ta sama para, ten sam adres – ale wewnętrznie jest czymś zupełnie innym.

Badanie Fife i współpracowników (2023), opublikowane w Journal of Social and Personal Relationships, objęło pary, które po zdradzie postanowiły zostać razem i które samoidentyfikowały się jako wyleczone. Wyłonił się model czterech etapów: ujawnienie, pierwsze reakcje, stabilizacja i – dla tych, którym się udaje – ożywienie relacji. Pary, które przeszły przez ten proces, nie wróciły do punktu wyjścia – dotarły do relacji, której wcześniej nie miały. Część z nich. Nie wszystkie.

Przeżycie zdrady i przemiana przez zdradę to dwie różne ścieżki. Na zewnątrz wyglądają tak samo. Wewnętrznie – różnią się wszystkim.

Różnica nie leży w woli ani w sile uczuć. Leży w tym, czy oboje są w stanie zapytać dlaczego – i naprawdę chcieć usłyszeć odpowiedź.

Zdrada jako kryzys rozwojowy – perspektywa, której brakuje

Erik Erikson opisał ludzki rozwój jako sekwencję kryzysów (1950). Nie przypadków – momentów, które muszą nastąpić i przez które można przejść albo nie. Każdy nieprzepracowany kryzys zostawia coś za sobą, co szuka ujścia w innym miejscu i w innym czasie.

Zdradę można czytać jako wypadek. Można też zapytać: czego ona jest symptomem? Nie w historii tego związku – ale w historii osoby, która zdradziła. To drugie pytanie jest trudniejsze. I jedyne, które cokolwiek otwiera.

Elliott Jaques, który wprowadził pojęcie kryzysu środka życia do literatury psychoanalitycznej (1965), wskazywał na zdradę jako jeden z przejawów konfrontacji z przemijaniem i niezrealizowanymi częściami siebie. Esther Perel – psychoterapeutka, której praca skupia się niemal wyłącznie na parach po zdradzie – mówi o tym inaczej: zdrada nie zawsze jest odwróceniem się od partnera. Często jest odwróceniem się od osoby, którą stało się w tym związku. Od wersji siebie zbudowanej na użytek tej relacji – i która z czasem stała się zbyt ciasna.

Kiedy pytam, czego szukały – po kilku sesjach, gdy wstyd trochę opada – odpowiedź prawie nigdy nie dotyczy tej drugiej osoby. Dotyczy kogoś, kim chciały być. Kogoś, kim nie pozwoliły sobie stać się w tym związku.

Jung nazwałby to niedokończoną indywiduacją, kiedy część osobowości, której nigdy nie dano miejsca w związku, szuka ujścia gdzie indziej. Zrozumienie tego nie zdejmuje odpowiedzialności. Ale daje dostęp do pytania, na które warto szukać odpowiedzi.

Wzrost potraumatyczny po zdradzie — co naprawdę mówi nauka

Wzrost potraumatyczny – Post-Traumatic Growth (PTG) – to pojęcie kliniczne opisane przez Tedeschiego i Calhouna (1996), opisujące udokumentowane zmiany psychiczne, które mogą nastąpić po doświadczeniu traumy – i które wykraczają poza samo przeżycie. Dotyczy kilku obszarów jednocześnie: poczucia własnej siły, sensu, jakości relacji z innymi. Badania opublikowane w Traumatology (Yeniceri & Kokdemir, 2023) potwierdzają, że zdrada może prowadzić do PTG – szczególnie wtedy, gdy doświadczenie zdrady staje się centralnym punktem narracji tożsamościowej: gdy człowiek jest w stanie powiedzieć „to doświadczenie zmieniło to, kim jestem” – zamiast „to mnie złamało”. To nie jest kwestia słów. To jest różnica między tym, co się zmienia, a tym, co tylko mija.

W mojej praktyce wzrost potraumatyczny po zdradzie pojawia się u tych, którzy potrafią powiedzieć: ta zdrada coś mi mówiła – i chcę wiedzieć co. Nie od razu. Często po roku lub dłużej. Ale jednak.

Heintzelman i współpracownicy (2014) zbadali ponad 500 osób pozostających w związkach po zdradzie. Wykazali, że zróżnicowanie Ja – zdolność do pozostawania sobą w bliskiej relacji bez emocjonalnego odcięcia – decyduje o tym, jak głęboką relację można po zdradzie zbudować. Jedną zmienną, która statystycznie przewidywała wzrost, było przebaczenie. Rozumiane nie jako zapomnienie. Jako decyzja, że to doświadczenie nie dostanie prawa do determinowania przyszłości.

PTG po zdradzie nie przydarza się samo z siebie. Wymaga czegoś niełatwego: zdolności do życia z cierpieniem, i zamiast natychmiastowego zagłuszania go, posiadania gotowości do pytania o przyczyny, nie tylko o fakty.

Przebaczenie – czym naprawdę jest i dlaczego nie jest warunkiem terapii

Przebaczenie to słowo, które pada zwykle zbyt wcześnie – i prawie zawsze jest rozumiane opacznie. Albo jako żądanie („musisz mi wybaczyć, żebyśmy mogli iść dalej”), albo jako niewykonalne zadanie („nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie wybaczyć”). Oba ujęcia są klinicznie błędne.

Enright i Fitzgibbons (2015) definiują przebaczenie jako dobrowolne zrezygnowanie z negatywnych emocji wobec osoby, która skrzywdziła – bez warunkowania tego zrozumieniem ze strony sprawcy, bez zapomnienia i bez konieczności pojednania. I to jest rozróżnienie, którego kultura nieustannie nie rozumie: można wybaczyć i się rozstać. Można nie wybaczyć i zostać. Te decyzje są od siebie niezależne, choć kultura nieustannie je miesza.

Kiedy brak przebaczenia staje się częścią tożsamości – „jestem osobą, której nie można tak potraktować” – zaczyna pełnić funkcję ochronną. Przed kolejnym bólem. Ale też przed kolejnym prawdziwym kontaktem. W gabinecie widzę to u osób zdradzonych, które po latach wchodzą w kolejny związek z tym samym murem w środku. Praca z przebaczeniem jest istotną częścią rozwiązania problemu, który inaczej będzie stałym obciążeniem.

Nie musisz wybaczać, żeby zacząć terapię. Ale jeśli sama myśl o przebaczeniu wydaje ci się nie do zniesienia – to jest właśnie punkt wyjścia. Od tego zaczynamy.

W przypadku osoby, która zdradziła, potencjalne przebaczenie zachodzi w inną stronę. Tu chodzi o przebaczenie sobie. I to – z mojego doświadczenia – trwa często dłużej niż przebaczenie ze strony partnera.

Seksualność po zdradzie – dlaczego ciało potrzebuje tyle samo czasu co psychika

Ten wątek jest najczęściej pomijany w artykułach o zdradzie – i jest to pominięcie, które kosztuje pary miesiące dezorientacji. Jako seksuolog kliniczny widzę to w taki sposób: para robi postępy na poziomie emocjonalnym i komunikacyjnym, ale w intymności fizycznej utknęła. I nie wiedzą, że to jest zupełnie normalne – bo nikt im tego nie powiedział.

Zdrada nie tylko niszczy zaufanie psychiczne. Ona dezorganizuje ciało. Kontakt seksualny z partnerem po zdradzie aktywuje te same struktury neurobiologiczne, które przetwarzają zagrożenie – i dzieje się to często bez żadnej świadomej kontroli. Osoba zdradzona może intelektualnie chcieć zbliżenia, a jednocześnie doświadczać odrazy, dysocjacji lub zupełnego wycofania pożądania. To nie jest brak miłości. To jest reakcja układu nerwowego na uraz przywiązania.

David Schnarch (1997) w swojej koncepcji crucible approach opisuje, że autentyczne pożądanie seksualne – to, które jest trwałe i nie wymaga zewnętrznego potwierdzenia – jest możliwe tylko wtedy, gdy oboje partnerzy mają wystarczająco zróżnicowane poczucie Ja. Zdrada ujawnia dokładnie te miejsca, gdzie to zróżnicowanie nie istniało. Z perspektywy seksuologicznej to nie jest paradoks, lecz diagnoza: związek, który przeżył zdradę, może odbudować pożądanie i intymność seksualną – ale tylko wtedy, gdy nie wróci do starego wzorca bliskości, który współtworzył kryzys.

Para, która po zdradzie wraca do seksu tak samo jak przed nią – z tymi samymi wzorcami, w tych samych rolach, z tym samym poziomem obecności emocjonalnej – bardzo rzadko osiąga trwałą odbudowę. Ciało pamięta to, czego głowa jeszcze nie przetworzyła. Praca z intymnością fizyczną po zdradzie jest odrębnym obszarem terapeutycznym i wymaga osobnego czasu.

Odbudowa intymności seksualnej po zdradzie jest jednym z najtrudniejszych etapów procesu uzdrowienia pary i wymaga przepracowania – niezależnie od postępów na poziomie emocjonalnym. Jeśli szukasz pomocy w tym obszarze, zapraszam do zapoznania się z moją ofertą konsultacji seksuologicznych.

To, co działo się w Tobie długo przed zdradą – psychodynamiczne korzenie

To jest pytanie, które zadaję niemal każdej osobie, która zdradziła i trafia do mnie na terapię. Nie „co czułeś/czułaś do tamtej osoby?” Ale: jaki scenariusz odgrywałeś/odgrywałaś? Skąd pochodzi ten scenariusz?

Freud opisał przymus powtarzania (repetition compulsion) jako tendencję do odgrywania w teraźniejszości wzorców emocjonalnych, których korzenie leżą w historii – często sprzed tego związku, sprzed dorosłości. Człowiek nie powtarza dlatego, że chce cierpieć. Powtarza dlatego, że powtarzanie jest znajome – a to, co znajome, psychika rejestruje jako bezpieczne, nawet jeśli niszczy (Freud, 1920).

W teorii relacji z obiektem – Fairbairn, Kernberg, Winnicott – partner w związku nigdy nie jest tylko sobą. Jest też obiektem wewnętrznym: nośnikiem projekcji z historii. Kiedy relacja wchodzi w kryzys, to, co eksploduje, to często nie konflikty między tymi dwojgiem, ale konflikty wewnętrzne każdego z nich, które znalazły swoją realizację w partnerze. Osoba trzecia jest idealizowana nie dlatego, że jest wyjątkowa. Jest idealizowana dlatego, że jest nieznana wystarczająco dobrze, żeby można ją było idealizować. Jest ekranem dla projekcji.

Kiedy ta idealizacja upada, a zawsze upada, bardzo często pojawia się odkrycie, że szukało się czegoś, czego żadna zewnętrzna osoba dać nie mogła. Że właściwy brak był gdzie indziej. I że relacja pozamałżeńska reaktywowała wcześniejszy obiekt przywiązania – nie tę konkretną osobę, lecz obietnicę, którą tamta osoba reprezentowała.

Praca z tym mechanizmem zaczyna się zawsze od pytania: jaki scenariusz odgrywałem/odgrywałam? I kiedy po raz pierwszy grałem/grałam tę rolę?

Styl przywiązania a zdolność do odbudowy

Styl przywiązania decyduje nie tylko o tym, jak zdrada się wydarza. Ma też wpływ na to, czy i jak para może po niej przetrwać.

Mikulincer i Shaver (2007) wykazali, że osoby z bezpiecznym stylem przywiązania – lub te, które w terapii rozwinęły to, co Main nazwała nabytym bezpiecznym przywiązaniem (earned secure attachment) – lepiej tolerują ból bez destrukcji i skuteczniej odbudowują zaufanie. Nie dl