Anna Báthory | psycholog, psychoterapeutka psychodynamiczna, seksuolog kliniczny w trakcie certyfikacji w PTS | annabathory.pl
Pacjentka siedzi naprzeciwko mnie w gabinecie i mówi zdanie, które słyszałam wiele razy: „Ja już taka jestem. Zawsze taka byłam i nic tego nie zmieni”. Ma trzydzieści siedem lat, trzy związki za sobą i przekonanie, że jej charakter to coś w rodzaju grupy krwi. Dostała, ma, koniec dyskusji.
To przekonanie jest bardzo powszechne. Jest też nieprawdziwe, i to w sposób, który realnie kosztuje ludzi lata satysfakcjonującego życia.
Chcę w tym tekście wyjaśnić, czym osobowość jest według współczesnej nauki, skąd naprawdę się bierze i dlaczego jej zrozumienie bywa punktem zwrotnym dla osób, które od lat krążą wokół tych samych problemów.
Osobowość to nie jest to, z czym się rodzisz
Zacznijmy od uporządkowania pojęć, bo bałagan terminologiczny jest tu ogromny.
Osobowość to względnie trwały sposób przeżywania siebie, innych ludzi i świata. Obejmuje to, jak regulujesz emocje, jak budujesz i utrzymujesz relacje, jak radzisz sobie z frustracją, jak reagujesz na bliskość i na odrzucenie. To nie jest zestaw etykiet w rodzaju „introwertyk” czy „choleryk”. To struktura – sposób, w jaki psychika jest zorganizowana.
I ta struktura nie przychodzi na świat gotowa. Formuje się latami, w relacjach, w konkretnych warunkach. Najintensywniej w dzieciństwie i wczesnej dorosłości, ale nigdy nie krzepnie ostatecznie. Metaanaliza obejmująca ponad dwieście badań interwencyjnych wykazała, że cechy osobowości zmieniają się mierzalnie pod wpływem psychoterapii, a większość zmiany dokonuje się w pierwszych miesiącach pracy (Roberts i in., 2017). To nie jest opinia terapeutyczna. To dane.
Osobowość a inteligencja: dwa różne piętra
Warto rozdzielić dwie rzeczy, które w potocznym myśleniu ciągle się zlepiają.
IQ mierzy zdolności poznawcze: szybkość przetwarzania, rozumowanie abstrakcyjne, pamięć roboczą. Osobowość dotyczy zupełnie innego obszaru – funkcjonowania emocjonalnego i relacyjnego. Te dwa wymiary są w dużej mierze niezależne.
W praktyce klinicznej widzę to nieustannie. Ludzie o wybitnej inteligencji, którzy potrafią rozłożyć na czynniki pierwsze każdy mechanizm psychologiczny, i którzy w bliskiej relacji rozpadają się na kawałki po jednym niejednoznacznym SMS-ie. Umiejętność analizowania własnych emocji to funkcja poznawcza. Umiejętność ich przeżywania i regulowania to zupełnie coś innego. Inteligencja bywa nawet przeszkodą: daje narzędzia do budowania bardzo wyrafinowanych racjonalizacji.
Biologia i relacje. Skąd naprawdę bierze się osobowość
Skoro osobowość nie jest wrodzona, to czy jest wyłącznie efektem wychowania? Też nie. Odpowiedź jest bardziej złożona i akurat tutaj upraszczanie robi najwięcej szkody.
Z biologii dostajemy temperament – wrodzoną reaktywność układu nerwowego. Próg pobudzenia, intensywność reakcji emocjonalnych, tempo powrotu do równowagi po stresie. Cloninger opisał to jako biologicznie zakorzeniony fundament, na którym dopiero nadbudowuje się charakter, czyli to, co kształtuje się w relacjach i doświadczeniu (Cloninger i in., 1993).
Kluczowe jest to, co dzieje się dalej. Dziecko o wysokiej reaktywności emocjonalnej, które ma opiekuna potrafiącego pomieścić i ukoić jego pobudzenie, wyrasta na osobę wrażliwą i jednocześnie stabilną. To samo dziecko przy opiekunie chaotycznym, nieobecnym albo przerażonym własnymi emocjami rozwinie zupełnie inne wzorce – bo nikt nie nauczył go, co robić z tym, co czuje.
Siegel nazwał to współregulacją: mózg dziecka dosłownie kształtuje się w interakcji z mózgiem opiekuna (Siegel, 1999). Nie chodzi o metaforę. Chodzi o rozwój obwodów odpowiedzialnych za regulację afektu.
Osobowość jest więc wynikiem spotkania biologii z relacją. Nie sumy – spotkania. Ten sam temperament w dwóch różnych rodzinach da dwa zupełnie różne rezultaty.
Co mówi współczesna klasyfikacja: ICD-11 i podejście wymiarowe
Przez dekady zaburzenia osobowości opisywano kategorialnie: ktoś albo spełnia kryteria zaburzenia borderline, albo nie. Albo jest narcystyczny, albo nie jest. Model był użyteczny administracyjnie i coraz gorzej sprawdzał się klinicznie, bo pacjenci uparcie nie mieścili się w przegródkach.
ICD-11, obowiązująca od 2022 roku klasyfikacja Światowej Organizacji Zdrowia, zerwała z tym podejściem. Zamiast listy typów wprowadzono ocenę wymiarową: określa się nasilenie trudności osobowościowych na kontinuum – od łagodnych, przez umiarkowane, po ciężkie – oraz dominujące cechy: negatywną afektywność, dystansowanie się, antagonizm, rozhamowanie i anankastię (Tyrer i in., 2019; WHO, 2022).
To zmiana o dużym znaczeniu praktycznym. Osobowość przestała być pytaniem „czy masz zaburzenie”, a stała się pytaniem „jak bardzo i w czym”. Znika przy tym element etykietowania, który przez lata zniechęcał ludzi do szukania pomocy. W mojej pracy diagnostycznej korzystam z narzędzi psychometrycznych oceniających strukturę osobowości, zdolność do mentalizacji i styl przywiązania, właśnie dlatego, że kategoria sama w sobie mówi znacznie mniej niż profil.
Kernberg: jak zorganizowana jest psychika
Model wymiarowy dobrze opisuje nasilenie trudności. Nie tłumaczy jednak, skąd się one biorą. Tutaj wchodzi psychodynamika.
Otto Kernberg, jeden z najważniejszych klinicystów zajmujących się osobowością, opisał jej organizację poprzez trzy elementy: integrację tożsamości, dominujące mechanizmy obronne i zdolność do testowania rzeczywistości (Kernberg, 1984). Poziom organizacji: dojrzały, neurotyczny, borderline, psychotyczny, zależy przede wszystkim od tego pierwszego.
Najważniejsze pojęcie w tym modelu to dyfuzja tożsamości. Chodzi o stan, w którym obraz siebie i obraz innych ludzi jest wewnętrznie sprzeczny i pozbawiony ciągłości.
W gabinecie wygląda to bardzo konkretnie. Pacjentka opisuje matkę jako potwora, który zniszczył jej dzieciństwo. Trzy tygodnie później mówi o niej z czułością jako o jedynej osobie, która ją naprawdę rozumiała. Bez śladu świadomości, że te dwa obrazy się wykluczają. To nie jest niekonsekwencja ani kłamstwo. To objaw – dwie oddzielne, niezintegrowane reprezentacje tej samej osoby, przechowywane osobno, bo ich połączenie byłoby nie do zniesienia.
Ta sama mechanika działa wobec siebie samego. Dojrzała tożsamość unosi zdanie: „jestem wartościowy i popełniam błędy”. Przy dyfuzji tożsamości to zdanie się nie mieści. Jest się albo świetnym, albo bezwartościowym – i przełączenie między tymi stanami zajmuje kilka sekund po jednej niejednoznacznej uwadze.
Mentalizacja: umiejętność, o której nikt nas nie uczył
Peter Fonagy i Anthony Bateman rozwinęli koncepcję, która moim zdaniem najlepiej tłumaczy większość problemów relacyjnych, jakie widzę w praktyce (Fonagy i in., 2002; Bateman i Fonagy, 2016).
Mentalizacja to zdolność rozumienia zachowania, własnego i cudzego, poprzez stojące za nim stany psychiczne. Myśli, uczucia, intencje, pragnienia. Brzmi banalnie. Przestaje brzmieć banalnie, kiedy zobaczy się, co dzieje się przy jej deficycie.
Partner wraca do domu i milczy. Zdejmuje buty, idzie do kuchni, nie odzywa się. Osoba dobrze mentalizująca myśli: coś się stało, może w pracy, sprawdzę za chwilę. Osoba z obniżoną mentalizacją wie natychmiast i bez cienia wątpliwości: coś zrobiłam. Ma mnie dość. Zaraz powie, że odchodzi.
Kluczowe słowo to „wie”. Nie „podejrzewa”, nie „boi się”. Interpretacja przychodzi z siłą faktu, a reakcja emocjonalna dopasowuje się do niej w ciągu sekund. Konflikt, który za chwilę wybuchnie, nie będzie dotyczył tego, co się wydarzyło. Będzie dotyczył tego, co jedna osoba wyobraziła sobie w głowie drugiej.
Tak zaczyna się większość poważnych kryzysów w związkach. Nie od zdrady i nie od różnicy charakterów. Od momentu, w którym dwoje ludzi przestaje widzieć się nawzajem jako oddzielne umysły i zaczyna reagować na własne projekcje. Przy dłuższym trwaniu takiego układu relacja potrafi przesunąć się w stronę wzorca, który nazywamy toksycznym związkiem.
Przywiązanie: pierwsza mapa relacji
John Bowlby opisał, jak wczesne relacje z opiekunami tworzą wewnętrzne modele operacyjne – nieświadome założenia dotyczące tego, czego można spodziewać się po innych ludziach i na ile samemu jest się wartym troski (Bowlby, 1969). Mary Ainsworth zoperacjonalizowała te wzorce badawczo, wyodrębniając style przywiązania (Ainsworth i in., 1978).
Bezpieczne przywiązanie daje coś, co w dorosłym życiu wygląda niepozornie, a jest bezcenne: zdolność do bliskości bez lęku i do samotności bez paniki. Style pozabezpieczne: lękowo-ambiwalentny, unikający, zdezorganizowany, tworzą wzorce, które ludzie odtwarzają przez dekady, zwykle bez świadomości, że to robią.
Ważne zastrzeżenie, bo to pytanie pada niemal na każdej pierwszej konsultacji: styl przywiązania nie jest wyrokiem. Badania nad tak zwanym nabytym bezpieczeństwem pokazują, że nowe, korygujące relacje – w tym relacja terapeutyczna – pozwalają zbudować odmienne wzorce (Sroufe i in., 2005; Mikulincer i Shaver, 2016). Nie przez zapominanie starych. Przez nadpisanie ich nowym doświadczeniem, które faktycznie się wydarzyło.
Regulacja emocji, czyli powód, dla którego większość ludzi tu trafia
Prawie nikt nie przychodzi do psychologa z pytaniem o strukturę swojej osobowości. Ludzie przychodzą z czymś znacznie bardziej konkretnym: reaguję za mocno, nie umiem się uspokoić, po kłótni potrzebuję trzech dni, żeby wrócić do siebie, myślę o tym w kółko i nie mogę przestać.
To wszystko są opisy dysregulacji emocjonalnej. I to właśnie tutaj organizacja osobowości daje o sobie znać najdotkliwiej.
Gross opisał regulację emocji jako proces wieloetapowy: od wyboru sytuacji, przez przekierowanie uwagi, po zmianę interpretacji i modyfikację reakcji (Gross, 2015). Osoba z dojrzałą organizacją osobowości ma dostęp do większości tych strategii i może je elastycznie dobierać. Przy niższym poziomie organizacji repertuar drastycznie się zawęża.
Wtedy do głosu dochodzą mechanizmy, które psychodynamika nazywa prymitywnymi obronami. Rozszczepienie – świat rozpada się na dobre i złe, bez odcieni. Projekcja – własna złość zostaje przypisana drugiej osobie, bo we własnym wnętrzu jest nie do udźwignięcia. Acting out – napięcie wychodzi przez działanie, zanim zdąży zostać pomyślane.
Warto to nazwać wprost: te mechanizmy nie są objawem złego charakteru. Są rozwiązaniami awaryjnymi, wypracowanymi kiedyś, gdy nie było lepszych. Problem polega na tym, że działają dalej – trzydzieści lat po tym, jak przestały być potrzebne. Przewlekła dysregulacja bywa też mylona z zaburzeniami nastroju, choć mechanizm i sposób pracy są w obu przypadkach inne.
Osobowość a seksualność. Obszar, o którym mówi się najmniej
Ta część tekstu jest dla mnie najważniejsza, bo dotyczy miejsca, w którym dwie moje specjalizacje przestają być dwiema oddzielnymi rzeczami.
Seks jest najbardziej wymagającą formą bliskości, jaką znamy. Wymaga jednoczesnego dostępu do własnego ciała, własnych pragnień i obecności drugiej osoby jako osobnego podmiotu. Innymi słowy: wymaga wszystkiego, co bywa uszkodzone przy trudnościach osobowościowych.
Widać to bardzo wyraźnie. Osoba z lękowym stylem przywiązania często używa seksu do redukcji lęku przed porzuceniem – zgadza się na kontakt, którego nie chce, a potem czuje pustkę i wstyd, których nie umie wytłumaczyć. Osoba ze stylem unikającym może funkcjonować seksualnie bez zarzutu technicznie, przy jednoczesnym systematycznym wycofywaniu się z bliskości emocjonalnej, bo intymność uruchamia zagrożenie. Przy obniżonej mentalizacji reakcja partnera zostaje odczytana jako ocena wystawiona własnemu ciału, nawet jeśli nic takiego się nie wydarzyło.
Do tego dochodzi mechanika pobudzenia. Model podwójnej kontroli Bancrofta i Janssena pokazuje, że reakcja seksualna zależy od równowagi między układem pobudzającym a hamującym (Bancroft i Janssen, 2000). Lęk, wstyd i czujność relacyjna aktywują hamowanie – niezależnie od poziomu pożądania. Ciało nie reaguje wtedy na partnera. Reaguje na zagrożenie.
Dlatego tak wiele trudności seksualnych nie ma charakteru „seksualnego” w wąskim sensie. Spadek pożądania, unikanie kontaktu, ból, brak satysfakcji przy prawidłowej fizjologii – to bardzo często objawy czegoś, co dzieje się w strukturze osobowości i w relacji, a nie w narządach. Szerzej pisałam o tym w tekście o tym, czym jest zdrowie seksualne i dlaczego warto o nie dbać.
Praca wyłącznie objawowa daje wtedy poprawę powierzchowną i krótkotrwałą. To główny powód, dla którego łączę perspektywę psychodynamiczną z seksuologiczną: rozdzielanie tych obszarów w wielu przypadkach po prostu nie działa.
Trzy obrazy z gabinetu
Poniższe opisy są kompozytami – złożeniem cech wielu osób, bez danych pozwalających kogokolwiek zidentyfikować. Wzorce są jednak autentyczne i powtarzalne.
Marta, 34 lata. Wchodzi w kolejny związek z przekonaniem, że tym razem będzie inaczej. Zakochuje się szybko i całkowicie, idealizuje partnera, podporządkowuje mu swoje życie. Po kilku miesiącach zaczyna dostrzegać wady, które wcześniej „nie miały znaczenia”. Narastają pretensje, potem konflikt, w końcu rozstanie. Cykl powtarza się od dwunastu lat. Marta nie trafia na złych mężczyzn. Marta wnosi do każdej relacji ten sam lękowo-ambiwalentny wzorzec, który organizuje jej przeżywanie niezależnie od tego, kto jest po drugiej stronie. W terapii pracujemy nad tym, żeby rozpoznała ten mechanizm zawczasu, a nie po fakcie, i żeby przestała mylić intensywność z bliskością.
Tomasz, 41 lat. Z zewnątrz człowiek sukcesu: kompetentny, niezawodny, zorganizowany. W domu emocjonalnie nieobecny. Żona mówi, że nie wie, co on czuje. Tomasz też nie wie. Dorastał w rodzinie, w której uczucia nie miały nazw i nie były tematem rozmowy. Wypracował unikający styl przywiązania i obrony oparte na intelektualizacji, potrafi precyzyjnie zanalizować swoją sytuację i nie ma dostępu do tego, co w niej przeżywa. To nie jest zaburzenie osobowości. To spójny wzorzec dystansowania, który kosztuje go intymność i którego skutki najbardziej odczuwa jego rodzina. Praca terapeutyczna zaczyna się od czegoś pozornie prostego: od nauki rozpoznawania i nazywania stanów emocjonalnych w momencie, w którym się pojawiają.
Karolina, 28 lat. Zgłasza się z powodu spadku pożądania i bólu podczas współżycia. Badania ginekologiczne nie wykazują nieprawidłowości. W diagnozie psychologicznej ujawnia się obraz szerszy: trudność w stawianiu granic, chroniczne poczucie pustki, impulsywność, relacje intensywne i niestabilne. W momentach napięcia mentalizacja wyraźnie się załamuje – Karolina traci dostęp zarówno do własnych stanów, jak i do perspektywy partnera. Objaw seksualny jest tu wierzchołkiem, nie problemem. Terapia obejmuje oba poziomy równolegle: pracę nad regulacją i tożsamością oraz konkretną pracę seksuologiczną nad odzyskaniem poczucia sprawczości we własnym ciele.
Kiedy wzorzec staje się zaburzeniem
Osobowość ma każdy. Trudności osobowościowe w stopniu, który realnie zakłóca życie, ma mniejszość.
O zaburzeniu osobowości mówimy wtedy, gdy wzorce są sztywne, obecne w większości obszarów funkcjonowania, trwałe w czasie i powodują wyraźne cierpienie albo pogorszenie funkcjonowania. ICD-11 wymaga, żeby trudności obejmowały zarówno funkcjonowanie własnego „ja” – tożsamość, poczucie wartości, regulację, autonomię – jak i obszar interpersonalny (Tyrer i in., 2019).
Skąd biorą się zaburzenia osobowości, jak wygląda ich diagnoza i co realnie pomaga, to temat na osobny artykuł, który przygotowuję. Jest zbyt istotny, żeby potraktować go akapitem.
Jeśli rozpoznajesz w tym siebie
Ludzie zwykle nie zgłaszają się do psychologa dlatego, że coś jest z nimi nie tak. Zgłaszają się dlatego, że pewne rzeczy powtarzają się zbyt długo i przestały układać się w przypadek.
Jeśli w tym tekście zobaczyłaś albo zobaczyłeś coś znajomego – schemat wracający w kolejnych związkach, reakcje nieproporcjonalne do sytuacji, trudność w bliskości, objawy seksualne bez podłoża medycznego – to nie jest powód do wstydu ani sygnał, że jest źle. To informacja.
Konsultacja psychologiczna nie jest przyznaniem się do porażki. Jest miejscem, w którym zaczyna się rozumienie tego, co dotąd wydawało się przypadkowe. Pracuję psychodynamicznie i seksuologicznie, najczęściej właśnie tam, gdzie relacje i seksualność splatają się ze sobą i gdzie praca nad jednym bez drugiego nie przynosi trwałego efektu.
Przyjmuję w Krakowie, Tarnowie oraz online – pełna oferta znajduje się tutaj.
Najczęstsze pytania
Czy psychoterapia naprawdę zmienia osobowość, czy tylko uczy radzić sobie z objawami?
Zmienia, i jest to obecnie dobrze udokumentowane. Przegląd systematyczny obejmujący ponad dwieście badań interwencyjnych wykazał istotne statystycznie zmiany cech osobowości pod wpływem psychoterapii, z największym efektem w pierwszych miesiącach pracy (Roberts i in., 2017). Osobno potwierdzono skuteczność długoterminowej terapii psychodynamicznej w złożonych zaburzeniach, w tym osobowościowych (Leichsenring i Rabung, 2008).
Warto natomiast rozróżnić dwa poziomy pracy. Terapia objawowa uczy radzenia sobie z konkretnym problemem i bywa wystarczająca. Terapia strukturalna pracuje nad integracją tożsamości, zdolnością do mentalizacji i wzorcami przywiązania – działa wolniej, zmienia więcej i utrzymuje się dłużej. Wybór między nimi zależy od tego, co człowiek chce osiągnąć i ile czasu jest gotów temu poświęcić.
Boję się, że jeśli zajrzę głębiej, to się rozsypię. Czy terapia nie zrobi więcej szkody niż pożytku?
To jeden z najczęstszych lęków i zasługuje na poważną odpowiedź, a nie na uspokajanie. Dobrze prowadzona terapia nie polega na rozbrajaniu obron w tempie narzuconym przez terapeutę. Obrony istnieją, ponieważ kiedyś były potrzebne, i pracuje się z nimi dokładnie w takim tempie, w jakim pojawiają się bezpieczniejsze sposoby radzenia sobie. Właśnie temu służy staranna diagnoza na początku: ustaleniu poziomu organizacji osobowości i dobraniu metody, która będzie adekwatna. W terapii opartej na mentalizacji stabilizacja i wzmocnienie zdolności regulacyjnych są etapem poprzedzającym pracę nad głębszymi treściami (Bateman i Fonagy, 2016). Poczucie rozpadu przy dobrze prowadzonym procesie nie jest normą ani ceną wstępu.
Czy problemy w moim związku mogą wynikać z mojej osobowości, a nie z zachowania partnera?
Mogą – i to pytanie samo w sobie świadczy o zdolności do mentalizowania, która jest dobrym prognostykiem. Zwykle jednak odpowiedź nie brzmi „to twoja wina” ani „to jego wina”. Relacje działają na zasadzie dopasowania wzorców: styl lękowy i unikający wchodzą ze sobą w błędne koło, w którym każdy realizuje własny scenariusz, a oboje czują się niezrozumiani. Praktyczny sygnał wart uwagi to powtarzalność. Jeśli ten sam schemat pojawia się z różnymi partnerami, przy różnych osobowościach i w różnych okolicznościach, to prawdopodobnie stały element znajduje się po Twojej stronie. To dobra wiadomość, ponieważ jest to jedyny element, na który realnie masz wpływ.

mgr Anna Báthory – psycholog, psychoterapeuta, seksuolog specjalizujący się w leczeniu zaburzeń osobowości, zaburzeń odżywiania i zaburzeń obrazu ciała. Specjalista udzielający pomocy psychologicznej i seksuologicznej w problemach w budowaniu satysfakcjonujących związków oraz w trudnościach i zaburzeniach życia seksualnego. Anna Báthory pracuje w gabinecie prywatnym w Krakowie oraz online.
Anna Báthory jest psychologiem, psychoterapeutą i seksuologiem pracującym skutecznymi metodami opartymi na wynikach badań naukowych, jest specjalistą psychoterapii psychodynamicznej oraz terapii opartej na mentalizacji (MBT). Wykorzystuje w swojej pracy założenia teorii przywiązania.
Bibliografia
Ainsworth, M. D. S., Blehar, M. C., Waters, E., i Wall, S. (1978). Patterns of attachment: A psychological study of the strange situation. Lawrence Erlbaum Associates.
Bancroft, J., i Janssen, E. (2000). The dual control model of male sexual response: A theoretical approach to centrally mediated erectile dysfunction. Neuroscience and Biobehavioral Reviews, 24(5), 571-579. https://doi.org/10.1016/S0149-7634(00)00024-5
Bateman, A., i Fonagy, P. (2016). Mentalization-based treatment for personality disorders: A practical guide. Oxford University Press.
Bowlby, J. (1969). Attachment and loss: Vol. 1. Attachment. Basic Books.
Cloninger, C. R., Svrakic, D. M., i Przybeck, T. R. (1993). A psychobiological model of temperament and character. Archives of General Psychiatry, 50(12), 975-990. https://doi.org/10.1001/archpsyc.1993.01820240059008
Fonagy, P., Gergely, G., Jurist, E. L., i Target, M. (2002). Affect regulation, mentalization, and the development of the self. Other Press.
Gross, J. J. (2015). Emotion regulation: Current status and future prospects. Psychological Inquiry, 26(1), 1-26. https://doi.org/10.1080/1047840X.2014.940781
Kernberg, O. F. (1984). Severe personality disorders: Psychotherapeutic strategies. Yale University Press.
Leichsenring, F., i Rabung, S. (2008). Effectiveness of long-term psychodynamic psychotherapy: A meta-analysis. JAMA, 300(13), 1551-1565. https://doi.org/10.1001/jama.300.13.1551
Mikulincer, M., i Shaver, P. R. (2016). Attachment in adulthood: Structure, dynamics, and change (wyd. 2). Guilford Press.
Roberts, B. W., Luo, J., Briley, D. A., Chow, P. I., Su, R., i Hill, P. L. (2017). A systematic review of personality trait change through intervention. Psychological Bulletin, 143(2), 117-141. https://doi.org/10.1037/bul0000088
Siegel, D. J. (1999). The developing mind: How relationships and the brain interact to shape who we are. Guilford Press.
Sroufe, L. A., Egeland, B., Carlson, E. A., i Collins, W. A. (2005). The development of the person: The Minnesota Study of Risk and Adaptation from birth to adulthood. Guilford Press.
Tyrer, P., Mulder, R., Kim, Y.-R., i Crawford, M. J. (2019). The development of the ICD-11 classification of personality disorders: An amalgam of science, pragmatism, and politics. Annual Review of Clinical Psychology, 15, 481-502. https://doi.org/10.1146/annurev-clinpsy-050718-095716
World Health Organization. (2022). ICD-11: International classification of diseases (wyd. 11). https://icd.who.int/
Autor: Psycholog, Psychoterapeuta i Seksuolog Kliniczny | Sesje w Krakowie i Online
Kategoria: Seksuologia · Psychoterapia Psychodynamiczna · Zdrowie seksualne
© 2026 · Wszelkie prawa zastrzeżone · Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi porady klinicznej ani nie tworzy relacji terapeutycznej.

